vinoteca45689
Bez kategorii

Historia pewnej butelki

Czasem zdarza się, że niespodziewanie pojawia się przed nami cały szereg nieprzewidzianych wydarzeń i wątpliwości, będących inspiracją do przelania na kartkę papieru pojawiających się przemyśleń, które później zaczynają żyć swoim własnym życiem. Oczywiście zamiarem piszącego te słowa, nie jest osiągnięcie poziomu pisarza literatury czy nawet niefachowego felietonisty, tylko podanie lub nakreślenie w przypływie szczerości kilku prostych przemyśleń, mogących być może w przyszłości posłużyć czytającemu te słowa za wskazówki w relacjach z otoczeniem. Cała historia rozpoczyna się od momentu gdy poznałem w jednym z warszawskich supermarketów Zosię, młodą, miłą osóbkę, która właśnie dokonywała comiesięcznego rytuału zakupu swoich kilku butelek wina. Poznaliśmy się przypadkowo w dziale win hiszpańskich, wymieniając nieznaczące zresztą uwagi, dotyczące charakterystyki winnych szczepów z tamtej części kontynentu, gdy zresztą ku mojej wielkiej uciesze, Zosia pomyliła mnie z osobą sklepowego sprzedawcy. Po krótkiej chwili milczącej niepewności ze strony mojej nowo poznanej interlokutorki, kiedy już udało mi się wyjaśnić tej sympatycznej i nad wyraz atrakcyjnej kobiecie jej drobną pomyłkę, zauważyłem nagle, że nastąpiło u niej, jakby coś w rodzaju pełnej akceptacji nowo poznanego intruza w mojej skromnej osobie, któremu zawierzyła zaraz z dużą dozą wylewności swoje osobiste rozterki w zakupach i … także swój osobisty numer telefonu. Zosia pojawiała się zawsze w winarskim dziale tego sklepu z uprzednio przygotowaną, na domowym komputerze listą win, wyszukanych spośród dziesiątek różnych kobiecych czasopism. Niekiedy wpisywała także na nią pozycje z felietonów pana Roberta Mazurka, piszącego dla tygodnika `W Sieci´, który z czasem stał się dla niej swoistym guru. Jednak osobną i chyba najważniejszą rubrykę na tej liście stanowiły rekomendacje koleżanek z pracy, które oddziaływały na nią wręcz hipnotycznie i które, to trzeba przyznać szczerze, zawsze brała sobie bardzo do serca. Niestety, moja nowo poznana przyjaciółka, jak wielu innych zresztą początkujących smakoszy, pozostawała wciąż na pierwszym, stosunkowo niskim progu poznania tego ciekawego świata win: wiedziała sporo na temat odmian, roczników i apelacji … ale już rozróżnienie stopni jakości, pozwalające określić dokładniej dobre właściwości i wady każdego wina, przychodziło jej z niezwykłą trudnością.
… Mogę powiedzieć Ci tylko tyle, że mi nie smakuje – Mówiła mi z fikuśnym uśmiechem na twarzy, gdy kolejna z rekomendacji zawiodła. Kosztowało ją wiele swobodne wyjaśnienie swoich upodobań, lub znalezienie właściwych cech, które różniły jej ulubione wina. Można by rzec, że Zosia była już odpowiednio przygotowana do wejścia na kolejny, bardziej już zaawansowany próg wiedzy. Nie mniej jednak, muszę to szczerze przyznać, występował mi pot na czole, gdy myślałem o sposobach mojego udziału w tej wspinaczce po drabinie poznania. Życie jednak, nauczyło mnie z czasem, że los niekiedy potrafi wyjść naprzeciw naszym staraniom, szczególnie chyba wtedy, gdy przyświeca im jakiś szlachetniejszy cel. Tak też zdażyło się w tym konkretnym przypadku. Któregoś późnego popołudnia Zosia zadzwoniła do mnie z pilnym zaproszeniem na degustację ”najlepszego wina na świecie”. Nie miałem większych planów co do tego wieczoru i już po pół godzinie zameldowałem się w jej nieodległym zresztą, mokotowskim mieszkaniu.
Czy spodobał się tobie Zbyszku ten mój pomysł z zaproszeniem? Spojrzała na mnie uważnie, witając się w progu. Po chwili, uśmiechnęła się ładnym uśmiechem, pokazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów i dodała: Ale tak naprawdę, to chciałabym żebyś ocenił szczerze moją niespodziankę, która chyba nie ma sobie równych, zapewniam Cię, Zbyszku  Dodała z radością w głosie.
Tak?  Zapytałem nieco zdziwiony – Jesteś tego pewna? Dodałem po chwili, z odrobiną wątpliwości w głosie.
Widzisz, mam bardzo szczególną rzecz do pokazania i jestem niemal pewna, że nigdy w życiu nie próbowałeś czegoś podobnego  Powiedziała.
A skąd ty to możesz wiedzieć Zosiu? – Rzuciłem od niechcenia.
Wiem więcej, niż sobie myślisz! – Zawołała, podkreślając mocno ostatnią część zdania.
A więc, znalazłaś w końcu swoje najlepsze na świecie wino? – Odpowiedziałem pytaniem z lekką nutą ironii, właściwie skierowanym do siebie samego.
A właśnie że tak, mój drogi Zbyszku!
Zosia, zniknęła zaraz na długim korytarzu biegnącym do kuchni, gdzie mogłem przez chwilę podziwiać jej zgrabną, nad wyraz atrakcyjną, kobiecą figurę. Wkrótce, powróciła z owiniętą w ciemny, prezentowy papier butelką w jednej ręce i wysoką lampką na wino w drugiej.
No proszę! – Zawołałem radośnie – Będzimy mieli degustację w ciemno – Dodałem.
Zosia uníosła lekko w górę swoje cienkie brwi, jakby w geście pewnej dezaprobaty dla mojego zachowania, po czym usadowiła się blisko, siadając wygodnie na sofie, dotykając swoimi długimi nogami moich kolan. A następnie, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, zerwała okrywający szczelnie butelkę ciemny papier, pokazując mi w całej okazałości etykietę wybranego przez siebie wina.
Ależ nie! – Wykrzyknęła z powagą.
Żadnych degustacji w ciemno! Teraz możesz już zobaczyć o jakie wino chodzi. Jest naprawdę dobrze znane i cenione, ale jestem pewna Zbyszku, że nigdy go tak nie skosztowałeś, jak ja Ci go podam.
Tym razem to ja uniosłem do góry brwi w wyrazie zdumienia i pewnego zaniepokojenia jednocześnie. Tak się składało, że znałem zarówno markę wina jak i smak tego konkretnego rocznika, mając możliwość degustacji na jednej z niedawnych prezentacji w stołecznej Fortecy. Przypomniałem sobie, że jakoś szczególnie nie zrobiło na mnie wrażenia, nie zaimponowało mi ani smakiem, ani zapachem, tak samo zresztą jak kilku innym znajomym osobom, które oceniały jego wartość. Nie mniej jednak, widząc wielki entuzjazm i zapał Zosi, zrobiło mi się jej najzwyczajniej żal, by móc jednoznacznie wyrazić, że znowu może się mylić w ocenie. Wino, oczywiście było francuskie i oczywiście nic więcej już o nim nie wspominałem. Zosia sprawnie odkorkowała butelkę, i szybkim ruchem zapełniła jedną czwartą lampki czerwonym nektarem, który wyskoczył radośnie na błyszczące szkło barwiąc je pięknym, czerwonowiśniowym kolorem. Usadowiłem się wygodniej na sofie, w pozie wyczekującego na gest przyzwolenia do rozpoczęcia degustacji, tego najlepszego na świecie wina. Uśmiechałem się z lekka, zastanawiając się nad tym co mam powiedzieć. Muszę przyznać, że cała ta sytuacja powodowała, że czułem się trochę niezręcznie. Z jednej strony widziałem otwartość i gościnność Zosi, a z drugiej pojawiły się obawy o dalszy przebieg tego spotkania.
Jednak nic się nie stało tak, jak ja tego oczekiwałem. W rzeczywistości przy Zosi nigdy nie można było przewidzieć biegu wydarzeń. Tak więc, zamiast zachęcić mnie łagodnym gestem do rozpoczęcia degustacji, wyciągnęła swoją smukłą dłoń i trzymając kieliszek za cienką nóżkę, przycisnęła go do ust. Jednocześnie rzuciła mi głębokie spojrzenie prosto w oczy, przechylając szybko zawartość lampki i stawiając ją pustą ponownie na stoliku. Następnie, nie dając mi czasu na zastanowienie, nagle, ruchem tak szybkim co niespodziewanym, położyła rękę na mojej szyi, przyciągając mnie gwałtownie do siebie i łącząc obfitość swoich warg z moimi. Natychmiast na podniebieniu poczułem wyborny smak wina …i prawie się zakrztusiłem. Przez moment nie wiedziałem co robić. Zaskoczony przebiegiem wydarzeń, z ustami pełnymi gronowego płynu przymknąłem oczy by rozkoszować się chwilą. Poczułem w ustach jak aromaty jeszcze świeżych, leśnych owoców powoli wypełniały się, nasycając mój język, usta i gardło złożonym, penetrującym smakiem, tak intensywnym jak Ona. W końcu przełknąłem to aromatyczne wino, przemieszane ze słodką wonią francuskich perfum Zosi. Gdy już udało mi się otworzyć oczy ujrzałem jej wspaniały uśmiech, prawdziwą eksplozję radości na ładnej jej buzi.
No i co? – Zadała niecierpliwe pytanie, mrużąc swoje małe oczka.
Smakowało? Przyznasz mi chyba teraz rację, że nigdy w swoim życiu nie próbowałeś tak dobrego wina.
I rzeczywiście, musiałem się zgodzić i przyznać, że było to chyba moje najlepsze wino na świecie, wino które mnie urzekło i zaczarowało ten krótki moment w którym je smakowałem. Na końcu każdej historii powinna znaleźć się puenta, jak zawsze zresztą w takich przypadkach. Początkowo moim zamiarem było pozostawienie czytelnikowi wyboru epilogu tego zdarzenia, jednak mając na względzie obowiązek ciążący na autorze tych słów, dodam od siebie kilka refleksji. W tym zaskakującym dla mnie epizodzie, po raz kolejny mogłem zobaczyć pewien rodzaj magii, którą potrafi wytworzyć wino podane w tak odmienny sposób. Wiele razy zagłębiamy się w poszukiwaniach wyszukanych aromatycznych doznań i zmysłowych wrażeń, przeszukując ostatni zakamarek wina, zapominając jednocześnie o radości płynącej z prostych spraw. To jednak, co chyba jest najważniejsze, to są ludzie występujący przy nim, wszyscy ci, co je kupują, rozdają lub piją, którzy razem, wspólnie potrafią się nim radować. Wino tworzy pomosty dla ludzkiej wrażliwości, staje się wymówką pozwalajacą odnaleźć na nowo bliską osobę, potrafi przynieść rozbłysk radości w oczach ze wspólnego spotkania, pozwala dokonać tak wiele niespodziewanych zmian w naszych sercach. W tej intymnej relacji, w której z nami występuje od tylu już wieków, jest jeden magiczny moment decydujący o jego sukcesie lub porażce. Chodzi  właśnie, o tą krótką chwilę, gdy po pierwszym łyku prosimy, o więcej.

Bodega Benito
Bez kategorii

Bodegas Benito Blazquez

W naszych wędrówkach po półwyspie iberyjskim trafiliśmy do Cebreros, niewielkiego  miasteczka nieopodal  Ávila w regionie Castilla i Leon. W Hiszpanii, miejsce to znane jest przede wszystkim z narodzin Adolfo Suareza, pierwszego szefa rządu okresu przemian demokratycznych tego kraju po śmierci generała Franco. Nie mniej jednak,  to nie muzeum poświecone tej historycznej postaci zachęciło nas do odwiedzenia małego Cebreros. Prawdziwym powodem naszej wizyty była chęć  degustacji  dobrych win z Bodegi Benito Blazquez e Hijos. Region, który przyszło nam zwiedzać rozciąga się wzdłuż doliny, przez którą przepływa rzeka  Alberche. Naturalną osłonę przed zimnymi wiatrami oraz łagodną temperaturę w ciągu całego roku zapewnia  układ pasm górskich Cordillera Central, który przyczynia się do tego, że temperatury w tym rejonie są wyjątkowo łagodne,  nawet w środku zimy. Można by rzec wymarzony układ klimatologiczny do uprawy winnej latorośli. I tak właśnie jest. Kultywuje się tu odmianę bardzo delikatnych i smacznych Albillo deserowych winogron jak również słynną białą odmianę słodkiej Chelva, która potrafi zachować się do końca roku kalendarzowego. Obydwa gatunki  stosowane  są raczej do spożycia. Do winnej produkcji służą  sprawdzone szczepy TempranilloGarnacha.Bodegas Benito Blazquéz e Hijos sięgają lat 40-tych ubiegłego wieku, kiedy to patriarcha rodziny tworzy firmę, która szybko zdobywa uznanie na rynku, za jakość produkowanych win. Pierwsza Bodega  ”Santa Dionisia”, o zdolnościach produkcyjnych 200 tys. litrów,  szybko  rozrasta się w prawdziwy kompleks wytwórczy wyposażony w najnowocześniejsze technologie pod nazwą  Bodegas Benito Blazquez e Hijos S.A. W obecnej chwili jej pojemność magazynowa i przetwórcza sięga 18 mln litrów rocznie, z czego większa część produkcji win trafia na export do wielu krajów na wszystkich kontynentach. Dzięki uprzejmości pana Luisa Blazquez mieliśmy możliwość zwiedzania  rozległych instalacji oraz poznania całego procesu tworzonego tam wina, jak również  późniejszej degustacji gotowych  czerwonych (Tinto) i białych (Blanco)  oraz znakomitego Moscatela spod znaku Codigo, handlowej marki win tego producenta. Już na koniec naszej wizyty , z winiarni w Cebreros zabraliśmy  ze sobą do Polski 2 kartony Codigo Bronce, najbardziej przystępnego wina, stworzonego  według  jego twórcy, doświadczonego enologa, pana Benito po to, by wprowadzić  w ten niezwykły świat win konsumentów mniej doświadczonych, rozpoczynających poszukiwanie ”kodowanych” ( w jęz.hiszp. codigo)  treści  i symboli ukrytych w niepozornej   butelce z ciemnego szkła.